sobota, 27 listopada 2021

Polecam lekturę kanału i wsparcie tego niezależnego projektu

Poznajcie projekt: link



O Autorze

Od wielu lat zajmuję się literaturą zawodowo, jako krytyk literacki oraz literaturoznawca. Prowadzę również spotkania w różnych instytucjach kultury z różnymi ludźmi kultury, m.in ze śp. Adamem Zagajewskim czy Kazimierzem Wiśniakiem. Nazwa mojego kanału o książkach "Lektury z biblioteki osiedlowej" pochodzi od mojej pierwszej książki krytycznoliterackiej o tym samym tytule, wydanej przez Bibliotekę Stowarzyszenia Pisarzy Polskich (Kraków 2018), recenzowaną przez Jerzego Plutowicza, poetę oraz eseistę z Białegostoku oraz Wojciecha Ligęzę, profesora zwyczajnego na polonistyce UJ. Mój kanał ma na celu przybliżenie tych pozycji z dziedziny literatury, duchowości, religii, antropologii oraz psychiatrii, które mogłyby Państwa zainteresować. W centrum moich rozważań - tych mówionych oraz "pisanych" znajduje się coś, co nazwałbym mianem antropologii szaleństwa. Bliski jest mi temat choroby, ułomności, marginalizacji oraz wykluczenia, który definiuję przy pomocy kategorii ontologii słabej, wybrakowanej (Vattimo, Noica). Również temat marginesów, bytu pokątnego i pokracznego, jak również nieoficjalności w jej rozmaitych pryzmatach, odcieniach, wymiarach, stanowi przedmiot mojego literaturoznawczego namysłu. Moje badania prowadzę chwilowo w zasadzie oderwany od akademickiego podglebia instytucjonalnego, dlatego zależy mi na wsparciu. W zamian mogę przybliżyć interesujące Państwa tematy i ewentualnie służyć radą obejmującą moje kompetencje literaturoznawcze oraz krytycznoliterackie.

czwartek, 14 października 2021

Spotkanie autorskie


 Zapraszam na promocyjne spotkanie drugiego, zmienionego i rozszerzonego wydania książki: „Koniec świata na mojej ulicy”. Klub pod Gruszką, 22 X, godzina 18.00. Organizator: Biblioteka Kraków. Wyd. Austeria.

wtorek, 14 września 2021

Drugie wydanie, poszerzone


 

Drugie wydanie książki: zmienione, rozszerzone, z nową okładką, właśnie powstaje. Sprzedaż była bardzo dobra, nakład został niemal wyczerpany.

Spotkanie promocyjne: 22 X Pod Gruszką (Biblioteka Kraków) poprowadzi znana poetka Elżbieta Zechenter-Spławińska. Była to pierwsza pisarka jaką poznałem, ponieważ często odwiedzała mój dom i przyjaźniła się z moją rodziną. Potem pojawiali się: Mrożek, Mach, Rusinek, Szymborska, Natalia Roleczek, Otwinowski... sam już nie pamiętam.😀

sobota, 17 kwietnia 2021

Aresztowanie

 

Świt powoli przełamywał się z nocą. Rozwijał wachlarz coraz mocniejszych frakcji światła, które z każdą minutą jaśniały, pokrywając osiedle cienką mąką brzasku. Po chwili z białego jak wapno nieba zaczęły spadać małe, twarde kulki śniegu, które przypominały kawałki koziego sera przecieranego przez metalową tarkę. Wiatr porywał je całymi rojami, okręcał wokół drzew i ciskał prosto w ziemię. Pomyślałem, że każda z tych kulek to czyjeś marzenie, które zastygło, a teraz spada, łącząc się z innymi.

Od okien ciągnęły zimne strugi powietrza. Podłoga była chłodna jak kamień. Ktoś włączył radio Pionier i słuchał Gimnastyki Porannej: „Nóżka w lewo, nóżka w prawo. Ramiona w górę. Wdech. Wydech”.

Z kotłowni w podziemiach domów dochodziły nieprzyjemne dźwięki czyszczonych pieców. Czarne pożeracze drewna, węgla i koksu zaczynały właśnie swoją brudną pracę i dopiero za godzinę miały ożywić kaloryfery. Gdyby nie zbliżające się święta, wszyscy zostaliby jeszcze w łóżkach, w cieple przepastnych pierzyn, pod kołdrami, w różowych poduchach wypchanych kaczym pierzem.

Poranną ciszę przełamał pisk samochodowych hamulców. Strzelanie drzwi. Szczekot psów atakujących z furią milicjantów – wielkich chłopów o czerwonych nosach i policzkach – którzy z pistoletami w kaburach, z białymi pałkami przy paskach, otoczyli dom pana Mińka.

– Obywatelu, otwórzcie – krzyknął cywil w kapeluszu, naciskając przymarznięty dzwonek.

Po chwili w prześwicie drzwi pojawiła się kudłata, nieogolona twarz rzeźnika.

– Ale o co chodzi? – spytał półprzytomnie.

– Zaraz się dowiecie, otwierajcie.

Miniek w rozpiętej, pasiastej piżamie i laczkach na bosych stopach podreptał do furtki.

Milicjanci tłumnie wtargnęli do domu.

Całe osiedle stało w oknach.

– Doigrał się – wyszeptała gosposia – ale od kogo teraz będziemy kupywali mięso?

– Schowaj lepiej szynkę i kiełbasy do piwnicy – rzuciła przytomnie babcia, jakby poczuwała się do współudziału w kradzieży. A przecież nie ona jedna powinna się bić w piersi. Całe święta, nasze i mieszkańców ulicy Olchowej, a nawet części Olszy, zostały przyniesione w spodniach i pod swetrami pana Mińka z  pobliskich zakładów mięsnych. Utrata tych świeckich relikwii, symbolu pojednania człowieka z Bogiem, smugi różowego światła w ciemnych czasach, byłaby dla nas nie do zniesienia.

Po chwili usłyszeliśmy hałas. Mundurowi wynosili dowody rzeczowe: szynki, wielkie połcie słoniny, mortadele, długie różowe schaby, drób, polędwice, parówki…

Potem z domu wyprowadzono panią Miniek w płaszczu wstydu.

– Zadzwońcie do towarzysza Czopa – gorączkował się skuty kajdankami rzeźnik.

– Towarzysz Czop już siedzi – odpowiedział ponuro milicjant.

Silnik nyski zarzęził, z rury buchnął czarny obłok dymu. Samochód rozpłynął się w wigilijnej bieli pełnej nastroju przebaczenia win i pojednania.

Przez chwilę panowała cisza, jak po wybuchu śnieżnej bomby.

Śnieg sypnął gęściej. Płatki nabrały ciała. Leciały teraz prosto z nieba, tworząc fantazyjne puchowe dywany i skomplikowane bryły geometryczne. Szczelną masą okrywały deski, ule, karmniki, krzewy, mniejsze drzewka. Patrzyliśmy osłupiali i bezradni na migającą choinkę i niewyłączony telewizor w oknie państwa Mińków. W pustym salonie najważniejszy polityk kraju zastanawiał się nad przyszłością społeczeństwa i narodu, świata i ludzkości. W tej przyszłości nie było miejsca na malwersantów, złodziei oraz łapowników.

Mieszkańcy Olszy, a szczególnie ulicy Olchowej, modlili się o powrót rzetelnego dostarczyciela przetworów mięsnych. Widzieli w nim gest Opatrzności. Człowieka  instytucję. Argonautę. Tego, który zawsze miał i który nikogo nie zostawił bez nadziei. Politycy kłamali, Miniek dawał pewność przetrwania.

Zima była ciężka i sroga. Podwórko w domu sąsiadów pokryły zaspy śniegu. Furtka przymarzła. Do ogrodowej wędzarni wprowadziły się dzikie koty. Mleczarz kradł mleko i sprzedawał na boku. Wielka spiżarnia przy ulicy Olchowej ziała pustką. Żyło się ciężko, smutno. I tylko z telewizora w domu Mińków dobiegały propagandowe hasła… póki elektrownia nie wyłączyła prądu.

Znów pada śnieg. Wiatr zagarnia w swoją wielką dłoń twarde jak kamień kawałki śniegu. Już wiem, że to są marzenia, które się nie spełniły. Umarły w ludziach, jak niedonoszone dzieci. A teraz aniołowie przecierają je na wielkiej metalowej tarce. Ta myśl wydaje mi się ciekawsza od dalszych losów Mińka.

Oczywiście, zarekwirowane podczas rewizji dowody rzeczowe zniknęły w komisariacie. Oczywiście, aresztowanie towarzysza Czopa okazało się typowym milicyjnym żartem. Rzeźnika szybko wypuszczono, ponieważ był wszystkim potrzebny. Umarł wskutek głupiego zakładu z fryzjerem.

Nie do uwierzenia jest co innego – moi sąsiedzi przestali jeść mięso.