A oto film, który nakręciliśmy z okazji promocji książki:
wtorek, 3 listopada 2020
niedziela, 1 listopada 2020
Do Jakuba Ciećkiewicza list o jego książce "Koniec świata na mojej ulicy" (Austeria, 2020)
Michał Piętniewicz,
krytyk i poeta:
Jestem pod wielkim wrażeniem, przeczytałem, ale też z
pewnym poczuciem bezradności, bo nie mam odpowiednich narzędzi, żeby nazwać to,
co w tej prozie rzeczywiście się dzieje. Na to trzeba kogoś bardziej tęgiego
pisarsko ode mnie, bo ta proza, Twoja proza mnie przerasta... Jest w niej
przejmujące świadectwo autobiograficzne podniesione do rangi wysokiej, czy
najwyższej mitologii dzieciństwa, domu rodzinnego. Tyle w niej czystego
oddechu, jasności, pogody, humoru, dobra, a w tym wszystkim przecież śmierć,
odchodzenie, w tej czystości oddechu, który przywodzi na myśli Schulza, ale jakże
inaczej jednak to czynisz. Uniezwyklasz wszystko. I wszystko w Twojej prozie
zostaje uniezwyklone, proza, która wymyka się próbom opisu, jest wymykająca się.
Jest czystym tchnieniem literackim. Jest jednocześnie hymnem pochwalnym i
hymnem rozpaczy, jest wszystkim, czego szukałem, jest nadejściem Schulzowskiego
Mesjasza, który objawił się w Krakowie. W wizytach u profesora psychiatrii, w
galerii odmieńców, w seksualnych inicjacjach, w buncie, który nie jest buntem,
ale łagodnym i radosnym pogodzeniem się, wejściem w życie na prawach prawdziwej
młodości. Ta książka została wyśpiewana. Gdybym umiał śpiewać, razem z Tobą
zacząłbym śpiewać. Ale ten śpiew Twój do mnie dochodzi i unoszę się na jego
skrzydłach, przemierzam ulice, leczę się psychiatrycznie, zażywam pigułki i
wzbija mnie aż pod nieboskłon, mimo że jestem senny od lekowych substancji.
Chciałbym się zaprzepaścić w tym czystym tchnieniu, czystym oddechu tej prozy,
chciałbym zacząć śpiewać jak Ty. To wiatr Mesjański, Mesjasz literatury właśnie
nadszedł, czekaliśmy na jego przyjście. Twój bohater nim jest. Z pozoru
zwyczajny człowiek wyjmuje Księgę i do końca nie wiadomo, co w niej zapisuje:
czy to, co jest, czy to, czego nie ma. A jeśli było, czy było naprawdę, czy to
iluzja magika od kart, który zaprzepaścił się w swojej przepowiedni i rozwiał?
I zostało po nim tylko kabalistyczne płótno, czyste, niezapisane literami
powietrze? Bo ta proza pisząc nie pisze, tak jakby to, co zapisane, było
jednocześnie niezapisane, albo zapisane gdzieindziej, na innych kartach, w
innej Księdze, do której dostępu nie mamy, a klucz do niej ma tylko Mesjasz, który
przychodzi w "Końcu świata na mojej ulicy" jak łagodny powiew
polotnej wyobraźni, eterycznej i jednocześnie tak bardzo zakotwiczonej w ziemi,
której nigdy nie było. W ziemi, która od początku stworzenia jedynie śpiewała
swoją czystą, ziemską pieśń o nieistnieniu. Dziękuję Ci za tę książkę.
piątek, 30 października 2020
sobota, 24 października 2020
Recenzja z książki Janusza M Palucha
Książka nosi tytuł
"Koniec świata na mojej ulicy". Jakub Ciećkiewicz, autor opowieści
zawartych w tomie, opisuje minioną rzeczywistość świata, w którym żyje. W jego
domu nie straszy, choć jest wypełniony nieobecnymi. Porusza się po
rzeczywistości, której nie ma, która odeszła, a trwa wciąż w jego pamięci.
Pisząc książkę i udostępniając ją czytelnikom, powołuje kastę depozytariuszy
jego świata, poszerza krąg pamięci o najmilszych bliskich i tych dalszych
bliskich. Wciąga nas w swój świat tajemnic opisanych słowem, prozą i wierszem a
wzmocnionych obrazem utrwalonym obiektywem aparatu fotograficznego. Przez ponad
200 stron nie daje wytchnienia, bo wszystko o czym pisze jest tak interesujące,
czasem znane - jeśli mieszkało się w Krakowie przez ostatnie kilkadziesiąt lat,
bliskie, pobudzające wyobraźnię i chęć sięgnięcia we własną przestrzeń świata,
który przecież kończy się każdego dnia. Ta książka może być niebezpieczna, bo
uzależnia... Kiedy przewracamy ostatnią stronę, dziwimy się, że to już koniec?
"Koniec świata na mojej ulicy" jest jedną z najlepszych,
najciekawszych książek, opowieści krakowskich. Klimat prozy poetyckiej
Ciećkiewicza zachwyca! Gratuluję autorowi, że książka się ukazała! Wydawnictwo
Austeria, też zasługuje na gratulacje. Można kupić za pośrednictwem ich strony, ale też w
księgarniach. Nie przegapcie tej książki!
czwartek, 22 października 2020
Spotkanie autorskie
Zapraszam na spotkanie autorskie https://www.facebook.com/podgruszka/videos/395958951579363
Prowadzi Katarzyna Siwiec, czyta Kuba Kosiniak. Książka do nabycia na Austeria.pl, w księgarni Austerii na ul. Szerokiej w Krakowie i w Warszawie na ul. Wileńskiej 29
niedziela, 4 października 2020
niedziela, 27 września 2020
Koniec świata na mojej ulicy
Wkrótce na rynku księgarskim nakładem Wydawnictwa Austeria ukaże się zbiór prozy poetyckiej Jakuba Ciećkiewicza pomalowanej artystycznymi zdjęciami Krakowa: „Koniec świata na mojej ulicy”, który serdecznie polecamy Waszej uwadze.
Jakub Ciećkiewicz: wielozawodowiec. Krakowski dziennikarz, fotograf, reporter, redaktor i taksówkarz. Poeta i astrolog. Podróżnik, znawca Afryki, członek Polskiego Towarzystwa Afrykanistycznego. Autor albumu „Światło Kraków” 2005 r.
To co Ciećkiewicz wydobył z zakamarków
rodzinnego domu i jak trafnie i przekornie przedstawił jego domowników jest
godne podziwu. Galeria sąsiadów, miejscowych dziwaków i wszelkich typów
"spod ciemnej gwiazdy" nie tylko tych z Olszy, to też majstersztyk
Jakuba. I niepowtarzalny klimat! Warto zanurzyć się w ten świat. Gorąco
polecam.
Józef Baran: „Największym walorem tej znakomitej prozo-poezji jest jej świeży, jędrny
język, oryginalna metaforyka, niezwykła ekspresyjność, a także swoista rytmika
i obrazowość. Humor miesza się z nostalgią, dramatyzm z komizmem…”
Dziennik Polski o książce: https://dziennikpolski24.pl/koniec.../ar/c15-15079387...
Radio Kraków o książce: http://www.radiokrakow.pl/audycje/kolo-kultury-literatura-i-sztuka-ksiazki/koniec-swiata-na-mojej-ulicy/?fbclid=IwAR0gnUVqqwlMO4lOtpxG6HoZ9M-XF8CQ_ryeHOyVMFHqNm2LI8PgOhGtBaA/
Jakub Ciećkiewicz
Widział
go Stanisław Wyspiański, kiedy stał na Plantach w blasku sodowych latarni, w
karuzeli tańczących obrazów; była późna jesień, padał lodowaty deszcz, który
wielkimi kroplami wpadał za kołnierze, niebo uginało się pod ciężarem gwiazd, a
złote komety przelatywały z cichym pomrukiem jak bombowce. Chyba go wtenczas
fotografowałem?
Czułem zmęczenie po nieprzespanej nocy. Myśli miały
strukturę mgły. Płynęły, układając się w mleczne frakcje jedna nad drugą.
Lekkie. Miękkie jak kawałki ciasta zwanego buchtą, które dawniej powszechnie
sprzedawano w cukierniach. W środku była marmolada.
Ukląkłem. Złożyłem się. Wiedziałem, że muszę objąć obiektywem
Bramę Floriańską i psa, dołożyć światła a potem... fotografować w
zielono-brązowiejących duotonach. Nacisnąłem. Trzask. Znalazłem się na
pograniczu czasu. Pomiędzy fakturą a podszewką. W pułapce. W miejscu, z którego
można nie powrócić.





