sobota, 24 października 2020

Recenzja z książki Janusza M Palucha


Książka nosi tytuł "Koniec świata na mojej ulicy". Jakub Ciećkiewicz, autor opowieści zawartych w tomie, opisuje minioną rzeczywistość świata, w którym żyje. W jego domu nie straszy, choć jest wypełniony nieobecnymi. Porusza się po rzeczywistości, której nie ma, która odeszła, a trwa wciąż w jego pamięci. Pisząc książkę i udostępniając ją czytelnikom, powołuje kastę depozytariuszy jego świata, poszerza krąg pamięci o najmilszych bliskich i tych dalszych bliskich. Wciąga nas w swój świat tajemnic opisanych słowem, prozą i wierszem a wzmocnionych obrazem utrwalonym obiektywem aparatu fotograficznego. Przez ponad 200 stron nie daje wytchnienia, bo wszystko o czym pisze jest tak interesujące, czasem znane - jeśli mieszkało się w Krakowie przez ostatnie kilkadziesiąt lat, bliskie, pobudzające wyobraźnię i chęć sięgnięcia we własną przestrzeń świata, który przecież kończy się każdego dnia. Ta książka może być niebezpieczna, bo uzależnia... Kiedy przewracamy ostatnią stronę, dziwimy się, że to już koniec? "Koniec świata na mojej ulicy" jest jedną z najlepszych, najciekawszych książek, opowieści krakowskich. Klimat prozy poetyckiej Ciećkiewicza zachwyca! Gratuluję autorowi, że książka się ukazała! Wydawnictwo Austeria, też zasługuje na gratulacje. Można kupić za pośrednictwem ich strony, ale też w księgarniach. Nie przegapcie tej książki!


czwartek, 22 października 2020

Spotkanie autorskie

Zapraszam na spotkanie autorskie https://www.facebook.com/podgruszka/videos/395958951579363



Prowadzi Katarzyna Siwiec, czyta Kuba Kosiniak. Książka do nabycia na Austeria.pl, w księgarni Austerii na ul. Szerokiej w Krakowie i w Warszawie na ul. Wileńskiej 29



niedziela, 27 września 2020

Koniec świata na mojej ulicy

 


Wkrótce na rynku księgarskim nakładem Wydawnictwa Austeria ukaże się zbiór prozy poetyckiej Jakuba Ciećkiewicza pomalowanej artystycznymi zdjęciami Krakowa: „Koniec świata na mojej ulicy”, który serdecznie polecamy Waszej uwadze.

Promocja: Pierwsze spotkanie w internecie 22 października o 18.00 Biblioteka Kraków, Salon Literacki.

Jakub Ciećkiewicz: wielozawodowiec. Krakowski dziennikarz, fotograf, reporter, redaktor i taksówkarz. Poeta i astrolog. Podróżnik, znawca Afryki, członek Polskiego Towarzystwa Afrykanistycznego. Autor albumu „Światło Kraków” 2005 r.

 Adam Ziemianin: „Koniec świata na mojej ulicy" Jakuba Ciećkiewicza wciąga jak dobre wino, że aż pić się chce. Lektura tej prozy poetyckiej to prawdziwa uczta duchowa. Mieni się pełną paletą odcieni: bogatą wyobraźnią, jędrnym językiem i humorem najwyższej próby.

To co Ciećkiewicz wydobył z zakamarków rodzinnego domu i jak trafnie i przekornie przedstawił jego domowników jest godne podziwu. Galeria sąsiadów, miejscowych dziwaków i wszelkich typów "spod ciemnej gwiazdy" nie tylko tych z Olszy, to też majstersztyk Jakuba. I niepowtarzalny klimat! Warto zanurzyć się w ten świat. Gorąco polecam.

Józef Baran: „Największym walorem tej znakomitej prozo-poezji jest jej świeży, jędrny język, oryginalna metaforyka, niezwykła ekspresyjność, a także swoista rytmika i obrazowość. Humor miesza się z nostalgią, dramatyzm z komizmem…”

 

Dziennik Polski o książce: https://dziennikpolski24.pl/koniec.../ar/c15-15079387...

Radio Kraków o książce: http://www.radiokrakow.pl/audycje/kolo-kultury-literatura-i-sztuka-ksiazki/koniec-swiata-na-mojej-ulicy/?fbclid=IwAR0gnUVqqwlMO4lOtpxG6HoZ9M-XF8CQ_ryeHOyVMFHqNm2LI8PgOhGtBaA/

Jakub Ciećkiewicz

 Pies spod ciemnej gwiazdy

 Świt był mroźny, twardy, nieprzystępny. Suche powietrze, zamknięte w wielkich, brudnych taflach, spadało bezszelestnie z dachów kamienic. Wędrowałem przez Rynek zanurzony w stertach śmieci porzuconych przez nocnych balowiczów, w resztkach jedzenia, w papierach, w trzasku plastikowych kubków, pękających miękko pod ciężarem obcasów. Nagle, w okolicach Bramy Floriańskiej zobaczyłem bezpańskiego kundla, który tak łapczywie żarł hamburgera z białym sosem, że nawet mnie nie zauważył. To był psi żebrak, wieczny tułacz, poszukiwacz szczęścia, wolny kloszard. Ale to mógł być również Duch miasta, nie jestem pewien, trudno orzec, bo Duch ujawnia się w różnych miejscach, w piwnicy, na wieży, w gabinecie redaktora naczelnego… chociaż nie każdemu.

Widział go Stanisław Wyspiański, kiedy stał na Plantach w blasku sodowych latarni, w karuzeli tańczących obrazów; była późna jesień, padał lodowaty deszcz, który wielkimi kroplami wpadał za kołnierze, niebo uginało się pod ciężarem gwiazd, a złote komety przelatywały z cichym pomrukiem jak bombowce. Chyba go wtenczas fotografowałem?

Czułem zmęczenie po nieprzespanej nocy. Myśli miały strukturę mgły. Płynęły, układając się w mleczne frakcje jedna nad drugą. Lekkie. Miękkie jak kawałki ciasta zwanego buchtą, które dawniej powszechnie sprzedawano w cukierniach. W środku była marmolada.

Ukląkłem. Złożyłem się. Wiedziałem, że muszę objąć obiektywem Bramę Floriańską i psa, dołożyć światła a potem... fotografować w zielono-brązowiejących duotonach. Nacisnąłem. Trzask. Znalazłem się na pograniczu czasu. Pomiędzy fakturą a podszewką. W pułapce. W miejscu, z którego można nie powrócić.

 

czwartek, 23 lipca 2020

Długi zjazd

Dookoła dzieją się wspaniałe rzeczy – dostałem upragniony i zaskakujący prezent urodzinowy (dziękuję najpiękniej za życzenia) – ponad 10 tysięcy złotych na wydanie książki. I wszystkim Wam jestem niebywale wdzięczny, ale szczerze mówiąc, czuję się jak Andrzej Bargiel na szczycie K2. Chwila szczególna, doświadczenie szczytowe, słońce wisi nad głową, koledzy przez krótkofalówki zachęcają, żeby wyraził jakoś radość, a sportowiec pozostaje skupiony na kolejnym zadaniu, które zdecyduje o powodzeniu całej wyprawy – zjeździe na nartach ze szczytu. Przede mną taki właśnie zjazd. A właściwie trzy trudne jazdy. Dokończenie książki i wynegocjowanie wysokiej jakości wydruku, o czym mam dosyć słabe pojęcie (koszt produkcji 500 egz. wyniesie od 8 do 10 tysięcy złotych w zależności od firmy), a potem dystrybucja i promocja. Dopilnuję, aby znalazła się a Bonito, jednak mam świadomość, że samo jej pojawienie się na półkach niektórych księgarń czy w internecie – nic nie znaczy. Kurz osiada szybko, pajęczyny oplatają woluminy, kartki chłoną wilgoć, tomy pęcznieją, zdjęcia blakną, nieczytane książki umierają w ciszy, samotnie, zanim się narodzą. Dlatego proszę Was, abyście - tak jak pomogliście mi zebrać pieniądze – promowali tę pracę wśród znajomych, przyjaciół, krewnych, w swoich środowiskach, redakcjach, teatrach, gdzie się tylko da. Sam będę czynił starania, żeby zaistnieć publicznie, choć średni ze mnie aktor, wierzę jednak, że skoro dokonaliśmy wspólnie rzeczy nieoczekiwanej, bez której druk książki byłby tylko marzeniem, możemy pójść dalej i uznać ją za wspólną a sukces za zbiorowy. Tego sobie, Wam i książce „Koniec świata przy mojej ulicy” życzę. I rozpoczynam kolejną kampanię. Trzymajcie kciuki.